Muszka nominowała mnie Liebster Awards. Serdecznie dziękuję za docenienie mojej pracy, to bardzo miłe ; ) Na końcu notki odpowiem na twoje pytania ; )
Mam nadzieję, że moi nieliczni czytelnicy zrozumieją moją decyzję. Jeszcze dodam rozdział który kiedyś tam udało mi się napisać. nie jest rewelacyjny, ale jak już go mam, to dodam ; )
1. Co jest dla ciebie największą inspiracją/motywacją do działania? Właściwie to chyba mój upór i nic więcej. Ogólnie jestem leniwym człowiekiem, ale jeżeli się na coś uprę, to będę do tego dążyć. 2. Jaka jest twoja ukochana muzyka i jej wykonawca? Demi Lovato, One Direction, Little Mix, Justin Bieber. Obecnie jestem cukierkową panną, jeżeli chodzi o muzykę ; )
3. Co zyskujesz dzięki pisaniu bloga? Hm. Miałam ich już kilka. I chyba jedyne co zyskałam to większa pewność siebie, jeżeli chodzi o moje pisanie.
4. Jaki jest twój największy strach? Jeziora, morza, baseny. Wszystkie głębokie i duże zbiorniki wodne. I wysokości.
5. Jakie jest twoje największe pragnienie/marzenie? Nie licząc spotkania sowich idoli, to zrealizowanie się we własnych pasjach.
6.Co wywołuje w tobie najsilniejsze uczucia i emocje? Zdecydowanie książki.
7. Czego nigdy byś nie zrobiła? Pokazała się publicznie w stroju kąpielowym ; )
8. Jaką cechę cenisz sobie w swoich przyjaciołach? Szczerość.
9. Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia, czy według ciebie wymaga to czasu? Miłość od pierwszego wejrzenia? Lubię o tym czytać, ale osobiście uważam, że to bujda. By takie uczucie się pojawiło potrzeba czasu, zdecydowanie.
10. Jaka jest twoja ulubiona książka i film? Harry Potter, Percy Jackson, Zaplątani, Zmierzch. Dużo tego, baardzo dużo ; )
11. Co nazywasz swoim hobby? Pisanie. I świr na punkcie mitologii greckiej.
Rozdział
Siedzieliśmy w samolocie do
Nowego Jorku. Nick miał tam coś do załatwienia – nie wnikałam, mało mnie to
obchodziło.
Rano, jak jedliśmy w milczeniu
śniadanie, powiadomił mnie o tym.
- Dzisiaj lecimy do Nowego Jorku.
Mamy już rezerwacje – rzucił, jakby mówił o spacerze do supermarketu.
Zacisnęłam usta w wąską linię.
Kiwnęłam głową, nie odwracając wzroku od swojego talerza.
- Mam tam coś do załatwienia –
dorzucił.
Jakby mnie to cokolwiek
obchodziło.
Przez większość lotu, starałam
się na niego nie patrzyć – mogłabym go zadźgać ze złości, czy coś.
- Masz zamiar mnie ignorować? –
usłyszałam. Spojrzałam na mojego towarzysza – wyglądał cholernie dobrze. To
tylko pogarszało sprawę. Zauważyłam, że stewardessy patrzą na niego z
zaciekawieniem i szepczą między sobą rozchichotane. Głupie.
- Możliwe.
- Wiesz, mamy ze sobą pracować.
Mogłabyś być trochę milsza.
Mógłbyś być brzydszy i mniej pewny siebie, pomyślałam.
- Jestem miła – rzuciłam tylko.
Jego jasne brwi powędrowały w górę.
- Och, doprawdy? – spytał z
kpiną. – A patrzysz na mnie, jakbyś rozważała wyprucie mi flaków.
Również uniosłam brwi.
- Wyprucie flaków? Tobie? Szkoda
brudzić sobie rąk – szepnęłam.
Zaśmiał się.
- Poza tym – ciągnęłam – po co
miałabym cię zabijać? Skończymy tą misje i nasze drogi się rozejdą.
- W to szczerze wątpię –
zaprzeczył z szarmanckim uśmiechem. – Przecież jesteśmy partnerami.
- Powiem, że się z tobą nie
dogaduje. Dadzą mi kogoś innego.
- Oczywiście, że ci nie dadzą.
To, że misja się powiedzie, będzie zaprzeczeniem twoich słów. Chyba, że
będziesz ją sabotować.
Zmrużyłam oczy.
- A ty czemu nie masz partnera,
co? Siedzisz w tym dłużej niż ja, już powinieneś mieć. Chyba, że większość
ludzi uważa cię za głupawego egoistę, z którym nie można normalnie pracować.
- Do tej pory pozwalali mi
pracować na własną rękę – odpowiedział, nachylając się do mnie. – Ale po
ostatniej misji, stwierdzili, że za dużo ryzykuję.
- Czemu padło akurat na mnie –
mruknęłam, opierając się ciężko o oparcie.
- Przeznaczenie – podsunął.
- Złośliwość losu – sprostowałam.
- Szczerze w to wątpię – szepnął.
Zaczął gładzić mnie po dłoni. Siedziałam sparaliżowana. Cholera, czemu on tak
na mnie działa. – Od tej pory raczej będziesz musiała ze mną pracować do
emerytury. – Nachylił się i zaczął dotykać moich włosów.
Opanowałam oddech. Chciałam mu
powiedzieć, że ma przestać, jednak on mi przeszkodził. Pocałował mnie krótko i
usiadł. Chwycił mnie za rękę. Chciałam mu się wyrwać, jednak on trzymał mocno.
Usłyszałam jego cichy chichot. Zamorduje go kiedyś. Nie ma mowy, że mam z Nickiem
tworzyć drużynę przez resztę mojej kariery zawodowej.
- Proszę zapiąć pasy, podchodzimy
do lądowania.
*
- Gdzie mamy hotel? – spytałam.
- Nie, jesteśmy tu tylko na kilka
godzin. Coś komuś tam, potem pozwiedzamy i lecimy dalej – powiedział, splatając
swoją dłoń z moją.
- Co ty robisz? – syknęłam.
- Trzymam się przykrywki –
szepnął. Uderzyłam go w klatkę piersiową, jednak on się tylko zaśmiał. – Idę
dać nasze rzeczy to przechowalni. Spotkamy się za parę minut, przy kiosku. Jest
przy wyjściu.
Cmoknął mnie w policzek, ja go
ponownie uderzyłam i zabrał nasz walizki.
Nie patrząc na niego, poszłam z
tłumem ludzi w stronę wyjścia. Nie miałam ochoty czekać na tego kretyna, ale
nic mi nie pozostało. Zaczęłam przeciskać się przez ludzi. Mogłam mieć ogon,
więc chciałam zgubić potencjalnych obserwatorów. Weszłam do łazienki i
przebrałam się. Nie zmieniałam ogólnego wyglądu – nie mogłam pozwolić, żeby
Nick mnie nie rozpoznał. Ale nie mogłam paradować w tych samych ciuchach, które
miałam w samolocie. To by było nieodpowiedzialne.
Jak wyszłam, od razu rzucił mi
się w oczy salon prasowy. Szybkim krokiem przecięłam wielką halę i weszłam do
kiosku. Tam skierowałam się na dział z gazetami kobiecymi, chociaż nigdy
takowych nie lubiłam. Według mnie były snobistyczne.
Przeglądałam różne magazyny już z
jakieś piętnaście minut. Denerwowałam się. Chciałam, żeby Nick już tu
przyszedł. Zganiłam siebie za to w duchu. To
Nick. Uwodziciel. Daje ci fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Nie możesz myśleć,
że przy nim nic ci nie grozi.
Po dwudziestu minutach poczułam,
że ktoś mnie przytula od tyłu. Już zamierzałam walnąć temu komuś z łokcia w
brzuch, jednak usłyszałam szept.
- Ładnie wyglądasz. – Owionął
mnie jego ciepły oddech. Zaczął mi jeździć nosem po policzku.
- Przestań – szepnęłam, patrząc
zażenowana na czasopismo, które trzymałam w ręku.
- A co jeżeli nie chcę? – spytał,
jednak przestał mnie obejmować.
Odwróciłam się do niego. Jego oczy świeciły się wesoło, uśmiechał się.
Ale nie tak jak zawsze – bez kpiny i szyderstwa.
- Co chciałbyś przez to
powiedzieć? – powiedziałam, starając się zignorować zachowanie mojego serca.
Byłam świadoma, że obserwuje nas kobieta zza lady. Sądząc po jej minie,
zachwycała się niezwykle kształtnym tyłkiem Uwodziciela.
- Ty ciągle myślisz, że poprzedniej
nocy grałam? – odpowiedział mi pytaniem.
Poczułam, że moje policzki
zrobiły się gorące.
- A nie? – mruknęłam bardziej do
siebie niż do niego.
Zaśmiał się. Wyciągnął mi gazetę
z ręki i objął w pasie. Już chciałam mu się wyrwać, jednak on spojrzał na mnie
z ostrzeżeniem. Pamiętaj o przykrywce.
- Bierzemy. – Podeszliśmy do
lady. Kobieta wzięła magazyn i skasowała go. Nick już podawał jej banknot.
Podał mi gazetę. – Reszty nie trzeba.
*
Siedzieliśmy na ławce w Central
Parku. Pewnie większość brała nas za parę – Nick obejmował mnie, ciągle do
siebie coś szeptaliśmy, raz, żeby mnie wkurzyć, znowu mnie pocałował. Dla
obserwatorów byliśmy jakimiś zakochanymi szczeniakami.
- Przestań się wydurniać –
szepnęłam. – Nie możesz się zachowywać normalnie?
Zaśmiał się. Nachylił się i
delikatnie mnie cmoknął w ramię.
- Niby jak się zachowuję? –
spytał, wąchając moje włosy.
- Krępujesz mnie – powiedziałam.
Po chwili zdałam sobie sprawę, że mówię prawdę. Krępowała mnie ta jego
swobodność. Gdyby mógł, to by mnie obmacał na tej ławce. Według mnie takie
rzeczy są zarezerwowane dla ludzi, którzy tworzą związek.
- Czym? – Odgarnął mi włosy z
twarzy. Zaczął mnie głaskać po policzku.
- Właśnie tym – szepnęłam, spuszczając
wzrok. Byłam słaba, ale w tym momencie miałam to w dupie.
- To, jak się wobec ciebie
zachowuję? – upewnił się.
- Dokładnie. Jakbyśmy byli… no
wiesz. – Głupia jestem, zganiłam się.
Bałam się wypowiedzieć słowa ‘razem’.
Tym razem się nie zaśmiał.
Nachylił się jeszcze bliżej – teraz stykaliśmy się nosami.
- A podoba ci się to?
Odsunęłam się od niego. W tym
momencie zauważyłam, że za nami, w odległości paru metrów, stoi jakiś facet i
przygląda się nam. Miał na oko pięćdziesięciu lat, zaokrąglony brzuszek i
ogromne, staromodne okulary.
Ponownie nachyliłam się do Nicka
i szepnęłam w jego ucho:
- Za nami, facet w okularach.
Chłopak udał, że odgarnia mi
włosy. Ukradkiem zerknął w jego stronę.
- Och – powiedział z uśmiechem. –
To jeden z powodów naszego przyjazdu do tego pięknego miasta.